crazy-live

Live to ride, Ride to live

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Dawno mnie tu nie było, czas nadrobić zaległości.


Od miesiąca zmieniłam miejsce zamieszkania, pracę. Przeprowadziłam się do mojego faceta. Początki były bardzo ciężkie. Do tej pory się docieramy, ale jest już lepiej :)
Pracę mam w miarę przyzwoitą, lżejsza niż poprzednią, coraz bardziej się do niej przekonuję, mimo iż zarobki mniejsze, ale ważne, że jest :)
Zaczęłam cieszyć się z tego co mam a nie chodzić podenerwowana i smutna, bo tego nie mam, to nie jest po mojej myśli itd. Życie lubi płatać figle i najlepiej nie planować zbyt dużo, bo bardzo rzadko wszystko toczy się z planem. Mam swoje cele, do których dążę, drobnymi kroczkami ale je osiągnę :) A są to poprawienie egzaminu na prawo jazdy kat. A oraz postawienie sprzęta na nogi. I zapomniała bym o najważniejszym, zmianie swojego podejścia do życia :) Mam wspaniałą przyjaciółkę, z którą coraz to lepiej się dogaduję.
Cdn..
Tagi: nowe życie
05.04.2010 o godz. 19:01
***
To nie sztuka być wesołym
Kiedy szczęście tryska
Ale mieć wesołą minę
Kiedy serce ściska

***
Miłość to ból i kajdany
Z miłością spotkasz się wszędzie
Miłość to troski i rany
A jednak miłość to szczęście

***
Nie zawsze bywa smutne oblicze
Gdy się rzęsiste łzy leje
Czasem w życiu łamie się życie,
A usta nadal się śmieją

***
Miłość to słowo piękne i czułe
Miłość na świecie wiecznie trwa
Miłość to rozkaz zakochanych

***
Lecz czy możesz ją dać?Jak fiołek wśród ukrycia
Ożywiony tchnieniem wiosny
Tak Ty każdy moment życia
Miej szczęśliwy i radosny

***

W miniony weekend uniknęłam popełnienia ogromnego błędu. A byłam już tak bliska wypowiedzenia dwóch słów za dużo...
Co mnie powstrzymało nie wiem. Straciła bym to, co najważniejsze w moim życiu...
Jaka będzie Nasza przyszłość nie wiem. Wiem, że kocham Cię Skarbie i kochać chcę nadal, spędzić resztę swego życia i Twego boku, choć nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chcieli...
Wiem, że moja choroba odbiera Ci sił, psychicznie Cię wykańcza. Jeszcze trochę to potrwa, będę "zdrowa" więc cierpliwości...
Tagi: błędy
11.01.2010 o godz. 12:09
Dziś po wizycie u ginekologa pojawiło się w moich oczach przerażenie... Nic nie jest pewne, zbadać mnie dobrze nie mógł, ale bardzo nie podoba się mu mój guzek w okolicach piersi i nawet sama pierś. Wykryłam go niecały tydzień temu. Nie są to węzły chłonne, tylko coś nie wiadomo skąd się wzięło i jakiego jest pochodzenia. Bez badania nic się stwierdzić nie da. Łzy stanęły mi w oczach jak ujrzałam jego przerażenie w oczach i niezadowolenie.
Mam nadzieję, że nie jest to nic groźnego, musi być dobrze, ale strach jest...
Dobrze, że mam wsparcie w najcudowniejszej osobie po słońcem :) Mojej kochanej mamie. Nikt inny nie wspiera mnie w tej chwili jak ona. Jest jeszcze jedna osoba, mój stary dobry przyjaciel, który zna mnie "na wylot". Mój facet nie za bardzo miał czas by się przejąć, tym bardziej, że mówił, że nie ma co się zamartwić na zapas, póki nic nie wiadomo. Ma rację, bo staram się mieć do tego takie podejście, ale nie jest łatwo i wsparcie jest potrzebne. Cóż życie...
No nic, nic więcej dziś nie napiszę...
Grunt to robić wszystko na przekór losowi. Gdy boli zamiast płakać śmiać się, gdy coś złości, rozluźnić się ;)
Tagi: zdrowie
07.01.2010 o godz. 20:41
"Nareszcie wróciłaś! Mamy sajgon, słonko, gdzie jest to, a mamy to, wprowadzisz dane do systemu? Jak dobrze, że wreszcie jesteś, bo się połapać nie możemy. Nie Dźwigaj tego zostaw, nie możesz się przemęczać..." itd :D Chłopcy są zabawni ;) Przełożeni też nie omieszkali mi wręczyć stos obowiązków do wykonania. Ale dałam radę, pół dnia przy komputerze spędzone, ale wszystko na picuś glancuś zrobione, podziękowania przyjęte ;)
Czasami bywa miło w pracy, jedynie te zimno doskwiera, tym bardziej, że teraz skończył się olej opałowy do naszej "machiny" i praca w temperaturze -12 nie należy do przyjemnych, dobrze, że w biurze chociaż ogrzewanie jest.
Podwyżkę dziś podpisałam, kolejne mają być w kwietniu, parę zł, zawsze to coś ;)
Jutro kolejny ciężki dzień i wizyta u ortodonty, będzie bolało:D
Tagi: live
05.01.2010 o godz. 22:03
Święta spędziłam pierwszy raz poza rodzinnym domem. Była to dla mnie nowość. Czułam smutek i żal, że zostawiam domowników samych, ale tłumaczę sobie, że kiedyś ten dzień i tak musiał nastąpić. Spędziłam je za to z moim mężczyzną i jego rodziną. Dawno aż tak rodzinnych świąt nie miałam, ta atmosfera, itd... To było to czego mi przez kilka lat brakowało. poznałam rodziców mojego chłopaka od innej strony, takiej bardziej rodzinnej, zbliżyliśmy się do siebie, wspólne porządki,gotowanie. Byli dla mnie tacy życzliwi. A karteczka dołączona do prezentu "Witaj w rodzinie" bardzo mnie wzruszyła. Chciała bym mieć więcej takich świąt...
Na dodatek z moim partnerem wyjaśniliśmy sobie wszystkie niejasności... kocham Go i teraz wiem, że i on kocha mnie.

Teraz tylko kilka postanowień do wprowadzenia w życie i będzie wszystko jak być powinno ;) Przede wszystkim wizyta po nowym roku u neurologa, bo ataki padaczkowe się nasiliły a leki, które posiadam nie zdają już rezultatu. I kontrola u jeszcze innego, żeby powikłań nie było i będę zdrów jak ryba :D
Tagi: szczęście
27.12.2009 o godz. 20:20
..Zimno... ciemno... nieprzyjemnie... Jesień nadeszła z całą swoją mocą. Koniec z jazdami na motocyklu, koniec frajdy i pisku opon. Teraz pozostaje czekać pół roku na pierwsze promienie wiosennego słoneczka, otworzyć drzwi garażu, wsłuchać się w słodziutkie mruczenie maszyny, która woła: "Dosiądź mnie, przejedźmy się, tak długo tu stałam, aż cała zdrętwiałam!". Poczuć powiew świeżego wiaterku na swoich policzkach i sunąć drogami w nieznane... Ech... pół roku...

Kolejna nocka w pracy przede mną. Jeszcze cztery, po dwóch mam już dość. Dość tej pracy, tego wyczerpania fizycznego jak i psychicznego. Mogłam iść na studia, oj mogłam, chyba to uczynię jak wyjdę nieco na prostą, bo z moim wykształceniem po ogólniaku mogę być tylko zwykłym "robolem". Zdrowie mi siada, 43 kg to zdecydowanie za mało, a chudnę coraz bardziej mimo iż jem coraz to więcej...
Cdn..
06.10.2009 o godz. 17:52
Strach... ogarnia mnie strach przed wszystkim. Musze się wziąć za siebie, zagryźć zęby i przetrwać te najgorsze czasy. Od przeprowadzki do niego blokuje mnie tylko brak pracy w tamtych okolicach. Do mojej za daleko by dojeżdżać, co innego jakbym miała samochód.
Boję się jazd na prawku. Boję się, ze sobie z tym nigdy nie poradzę. Jakieś małe te ósemki są ja ledwo po dwóch jazdach się mieszczę na szerokości połowy placu. I te hamowanie i biegi a trach mam przed "glebą" a zaliczyłam już łącznie 4 parkingówki. Moja panika przejmuje nade mną kontrolę. Wtedy popełniam błędy. Jak przełamać ten strach? Jeszcze takiego durnego mam instruktora, jego słowa po jeździe pierwszej (wcześniej na swoim raz się uczyłam)"spodziewałem się że lepiej Ci pójdzie". No ja też, ale co można się nauczyć po jednym razie i miesiącu przerwy? Czego on ode mnie wymaga? To, ze kręcę się przy motocyklach i jeżdżę jeszcze jako pasażer i raz się uczyłam nie oznacza, ze wsiądę i będę płynnie wszystko wykonywać. Źle tłumaczy, tzn może dobrze, ale do mnie to nie dociera, po prostu mi on nie odpowiada, nie potrafię się przy nim nauczyć. Nie to co przy znajomym od mojego faceta. Ten to ma super podejście. Szkoda, ze nie mogę go zabierać na jazdy :/ Dlatego ciężko widzę egzamin :/
Z chłopakiem układa mi się dobrze, nie mogę dużo narzekać. Jednka jest pewna kwestia, w której sie dogadać nie potrafimy. Nie wiem może coś ze mną jest nie tak, źle podchodzę do tego a chodzi o zdjęcia jego byłej z którą był 5 lat i po zaręczynach. Jej zdjęcia n pulpicie na nk (boli mnie to a tym bardziej jak ludzie pytają się z kim w końcu jest albo czemu na to pozwalam) (nasze dwa znikły z pulpitu) wiem, ze mnie nie zdradzi z nią ale to przeszłość, którą się zachowuje dla siebie takie jest moje zdanie. Zdjęcie z nią zatytułowane "przykre wspomnienie..." z dnia zaręczyn, dwa z imprezy jak daje mu z koleżankami buziaka w policzek i jedno na moto, to jedno zdzierżę bo ma tylko te zdjęcie tego motocykla może jej twarz zamazać i będzie ok i zmienić opis fotki. On uważa, ze przeginam, to jest jego część życia część historii, biografii. Dwa tygodnie temu podczas luźniej rozmowy wyszło, ze ona też ma z nim zdjęcia. Kilka jej komentarzy że coś będzie zazdrosna tez no powiem pokrótce mnie to boli i nie wiem, może mam złe podejście, może przesadzam za dużo wymagam po trzech miesiącach, na prawdę nie wiem. Jak Ty uważasz?(pytanie skierowane do tych którzy czytają tą notkę) Bardzo go kocham i stracić nie chcę...
Kończę, bo wena mi się straciła i zmęczona jestem, jutro ciężki dzień.
Dobranoc wszystkim...
Tagi: psychika
27.08.2009 o godz. 00:33

...Już dość, już koniec... iść muszę... daleko, tam, gdzie nikt mnie nie odnajdzie... Nikomu już nie będę przeszkadzać... Rozmawiam jest źle, milczę też jest źle... Co dokładnie robię źle? Czy ktoś mi odpowie na to pytanie? Widocznie jestem aż tak beznadziejna, że wszystko co bym nie zrobiła jest złe. Dlatego odejść muszę... z daleka od wszystkich, by ulżyć całemu społeczeństwu...
Tagi: Dobranoc...
02.08.2009 o godz. 00:15

Kolacja smakowała, te dobrze. Później wyszedł po telefonie od kolegi, miała nań nie czekać,kazał mi się kłaść spać. Czekałam półtorej godziny później się położyłam. Nie wiem, która była godzina. Obudził mnie i sądzę, ze był nieco wstawiony, albo znowu mnie nabierał. Czuć jakiś alkohol było. Budził mnie, powtarzał ciągle że kocha a ja chciałam po prostu iść spać, bo czułam złość.
Dziś też go nie będzie długo.
Znowu się wszystko chrzani. Najgorzej jest z kasą, a raczej jej brakiem, coraz to więcej wydatków a wypłaty cienkie... ech...
Tagi: jifg md
28.07.2009 o godz. 13:34
... Odeszłam, bo dłużej już tak żyć nie mogłam...
Odeszłam, bo uczucie, którym Cię darzyłam odeszło od tak, wreszcie... Codzienny smutek na mej twarzy, łzy spływające z powiek... Pogrążałam się w okropnej melancholii... Zaczęłam się staczać.. życie straciło sens, bo nie było Cię już w nim. Pozwoliłam wyjechać... nie pozwoliłam jednak zapomnieć, przestać kochać i dbać o to, co Nas łączyło, co stworzyliśmy i stworzyć mieliśmy... Teraz to przeszłość... Uczucie tak silne, tak mocne, przelało się na kogoś innego... Choć wątpiłam bardzo wątpiłam, iż będzie to kiedykolwiek jeszcze możliwe... Wtedy mówiłam: "Albo Ty albo nikt inny, nikogo już nie pokocham, bo kochać zawsze będę Ciebie..."
Dziś mówię: " Warto jednak pocierpieć, by pokochać na nowo i mocniej, kogoś innego, "lepszego"? To się okaże z czasem.
Choć zastanawia mnie i zaskakuje wręcz jak bardzo jesteście do siebie wewnętrznie podobni... Jak to możliwe? Im więcej poznaję S. tym częściej widzę Ciebie i Twoje zachowania, przyzwyczajenia. Jeśli jednak On popełni te same błędy, co Ty już nie będę się wahać i płakać po kątach... Teraz jestem na tyle silna, by z godnością i podniesioną głową powiedzieć : Dość! i odejść nie oglądając się za siebie...


Już nie poświecę dla nikogo innego swoje własnego prywatnego życia. Oj nie! Nikt nie jest tego wart, by rezygnować z własnych pasji, własnych przyzwyczajeń, znajomych... Nikt nie jest tego wart! Ty oddajesz się w całości, rezygnujesz z wszystkiego niby dla dobra związku, y poświęcać mu jak najwięcej swojego cennego czasu, a w zamian co dostajesz? Potężny cios w twarz. Czy warto? Wtedy mówiłam, tak, bo kiedyś może mi się to wynagrodzi, gxxxx prawda! Teraz już wiem na pewno, najpierw własne dobro a potem związek. W innym wypadku zostaniesz wrakiem człowieka, który tylko daje a w zamian zbiera cios za ciosem...

W tej chwili mam wątpliwości co do obecnego związku, coraz to większe w kwestii zamieszkania razem. Mam urlop, specjalnie przyjechałam doń, by się z nim częściej widzieć a nie raz czy dwa max na tydzień i co dostałam w zamian? Od wczesnego ranka był w pracy, chwilę na gg porozmawialiśmy. Wrócił przed 22, bo musiał jechać na warsztat przy sprzęcie robić. Dostałam telefon: Jest obiad? Ja: No jest czeka na Ciebie, On: To w takim razie będę za pół h. Zagotowałam się, bo co by powiedział, jakbym odp że nie nie ma obiadu? Wrócił chwilę odpoczął ( ja od 7 rano stałam przy garach by ugotować trzy różne posiłki na kolejne dni, sprzątałam jego bajzel, by jakiś to miało wygląd, szykowałam dlań bilety wstępu na zlot, a były strasznie pomieszane, spisałam jakie musi jeszcze wydrukować itd i skończyłam dopiero około godz 21 łącznie z wzięciem w końcu prysznicu. Odpoczął zjadł obiado - kolację, poleżał ze mą półtorej godzinki dokuczając mi a potem nagle telefon od jakiegoś kolegi i poszedł sobie wypowiadając ot takie słowa: Kochanie połóż sę spać nie czekaj na mnie. A niby taki zmęczony.
Nauczka na następny raz: podać mu obiad posiedzieć z pół godzinki i wyjść do ludzi i wrócić późno, nie mówiąc z kim i gdzie się wychodzi. Jesteśmy w końcu dorośli i nie mamy tych nastu lat, żeby się tłumaczyć a z kim a gdzie a po co a kiedy wrócisz... bla bla bla. Teraz to on zatęskni za mną i sam będzie zabiegać o to bym z nim posiedziała.
A tym bardziej, ze sprawy łóżkowe poszły na bok, bo jako kobieta mam swoje dni a on się nie przełamie, bo nie lubi widoku krwi :] Dzięki, przyjdzie koza do woza, nadejdą takie dni, ze w ogóle nie będę miała ochoty na zbliżenia.
Idę poprzeglądać stronki z galeriami tatuaży, w końcu do października nie zostało zbyt wiele czasu ;)
cdn...
28.07.2009 o godz. 00:51

Dziś zrozumiałam jedno: to czego mi brakuje, co by sprawiło, że moje życie było by bardziej kolorowe, do czego będę dążyć to uzbieranie funduszy na aparat ortodontyczny i prawo jazdy kat. A oraz motocykl. Więcej do szczęścia mi nic nie potrzeba. Nawet jakbym była samotna. To jest to, co sprawiło by bym była szczęśliwa.

Widząc dziś motorki śmigające po drogach zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że to ja latam. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile we mnie siły i radości te marzenie wniosło.
Teraz pozostaje tylko po woli dążyć do tego ;)
Tagi: Pasja
04.03.2009 o godz. 20:34

Od czego by tu zacząć? Od jakiegoś czasu zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. Wszystko widzę jak przez mgłę, w oddali, jakbym lewitowała. Ciągle gafy popełniam, najgorzej potem mi się to odbija w pracy :/ Dlatego wzięłam L4 bo na dokładkę mam cały pęcherz przeziębiony i grypa mnie rozkłada :/ Z chłopakiem się nie dogaduję, z domownikami również. Czasami mam dziwne odczucia, że jakbym nagle zniknęła z tego świata, ludziom, którzy mają ze mną na co dzień do czynienia i nie tylko, było by łatwiej żyć i byli by szczęśliwsi. Może trzeba coś w tej kwestii zrobić?
Nawet marzeń już nie miewam. Z chęcią zaszyła bym się gdzieś w koncie z dala od wszystkich i wszystkiego. Ale to niezbyt możliwe... Nawet fajki mi dziś nie smakują.

Może, gdy nadejdzie wiosna moja psychika zacznie owocować, zobaczę sens życia...
03.03.2009 o godz. 20:46

Troszkę mnie tu nie było ;) Dostałam umowę na 15 miesięcy. Ale utrzymać się będzie ciężko, tym bardziej, ze tylko dokładają nam obowiązków, coraz więcej zakazów. Ciężko jest. Teraz nawet nie możemy sobie ciepłej herbaty zrobić, tylko na przerwie :/

Czeka mnie trudny okres. Wiele decyzji do podjęcia,wiele spraw do przemyślenie, wyrzeczeń. Może coś sprawi, że choć na chwilę ujrzę w swoim życiu słońce? Żyję nadzieją, sił na walkę o szczęście jak na razie nie mam tyle,by coś zdziałać. Wierzę, że jak przyjdzie wiosna i siły się znajdą ;)
Tagi: nadzieja
24.02.2009 o godz. 00:01

Dzisiejszy dzień minął mi dość w chwiejnych nastrojach. W pracy było nawet nawet, lecz dystans mam zamiar zachować, w końcu zostały mi jeszcze trzy dni do końca umowy a co dalej czas pokaże.
Dostałam bardzo smutną wiadomość. Tato od mojego dobrego kolegi zmarł w sobotę w szpitalu :( Chłopak jest bardzo załamany. Oby tylko on i jego rodzina mieli dość sił by się z tym oswoić...
Dlatego śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą... [*]

Wypad na solarium udał się ;) Przemoczona, przemarznięta po pracy wróciłam do domu i zasnęłam na fotelu przed tv na prawie 3 godziny :D Potem napaliłam w centralnym, obiad ledwo zjadłam i zasiadłam do komputera. Drobna sprzeczka z moim na gg, za dużo znowu powiedziałam, ale cóż, często zapominam trzymać język za zębami.

Kolejna osoba (kolega z czasów szkoły) prosił o radę w sprawie dziewczyny. Nie potrafiłam mu odmówić, bo porządny człowiek z niego jest. Hmm... z jednej strony fajnie, że ludzie uważają mnie za godną osobę do wsparcia pomocy, rad. Z drugiej jednak bywa to męczące gdy codziennie po minimum dwie osoby proszą o radę. Sama jednak nie za bardzo mam do kogo się zwrócić, gdy to ja mam jakieś troski. Ale może taki mój już los jest ;) Innym pomagać i liczyć tylko na siebie.

Znalazłam stary zeszyt z zapisanymi tytułami starych utworów. Fajnie jest powspominać ;)
Wiecie co Wam powiem? :D Musze się wziąć za siebie jako za gospodynię, bo drugie danie ugotować żaden problem z mojej strony ale jeśli chodzi o zupę to lipa ;p Nawet głupiego rosołu nie umiem ugotować :D No chyba, że zupki z proszku :D to wtedy zrobię.
Myślę nad niedrogim obiadem na sobotę, żeby ugotować coś dla domowników, tylko zastanawiam się co takiego mogło by to być. Chcę coś całkiem innego niż zwykle, dlatego była bym wdzięczna za jakieś propozycje, przepisy ;)


Tęczowych snów Wam życzę i udanego dnia ;)
Tagi: Misz masz
16.02.2009 o godz. 22:04

POKEMONY!!!!!!!
Znowu zaśmiecają bloga!!! Przecież to nie allegro kutwa pl!!!!!!!!!! Po kiego pieruna wstawiacie te durne foty z wybiegów i jakieś ciulstwa na sprzedaż??? Od tego są aukcje internetowe!!Aż takie z Was głąby, że tego nie rozumiecie?? Żal mi WAS. Zaśmiecacie bloga tak, że odechciewa się czytać go. Trzeba przelecieć kilka stron by trafić na "PRAWDZIWEGO" bloga od "PRAWDZIWEGO BLOGOWICZA"!!!!
Jak chcecie nadal tak robić, to załóżcie sobie specjalnego własnego bloga gdzie możecie robić syf ale nie tu!!! Tu są normalni ludzi i piszą o życiu!!! Grr... ale się wściekłam no...
Tagi: POKESRAKI
15.02.2009 o godz. 18:51

Wczoraj wstałam po 11, zanim się zebrałam na zakupy była 15. Skoczyłam też troszkę się przysmażyć na solarium, bo dawno nie byłam ;p Później sprzątanko przy muzyce na full. Potem jak zwykle relaksik na kompie. Wyrwał mnie kolega do media, bo musiał coś tam kupić, to i ja zaopatrzyłam się wreszcie w kamerkę internetową. No i pierwszy raz od ponad dwóch miesięcy mój facet mnie ujrzał i przyłapał na fajce, a obiecałam, że z tym skończyłam. Czuję wstyd, złość i żal do siebie. Zawiodłam go. Ech, źle się z tym czuję.
Dostałam na walentynki kartkę e-mail od mojego zabawną, zawierała jedno zdanie, które mówiło wszystko :) Od przyjaciela dostałam kwiatka ślicznego doniczkowego różowego :D
Dziś spędziłam czas na błogim lenistwie ;p Zostało mi jeszcze porobić nieco po i tak krótkich pazurkach (w pracy łamią się niemiłosiernie :/)
Zima nadal za oknem, ale wolę by teraz przeszła cała i poszła precz i nastała wiosna, aniżeli miała by powrócić po kilku dniach pięknej wiosny ;)
Tagi: ...
15.02.2009 o godz. 18:38

Wstałam gorzej zmęczona niż zanim się położyłam. Za równe dwie godziny trzeba iść do tej zasranej pracy :/
Nie mam już siły ani chęci tam chodzić. Muszę harować za dwie osoby plus dodatkowa praca za jedna calutką zmianę. Czy ja mam na czole napisane robot, osioł? Tylko pretensje mieć, że coś jest nie zrobione. Tylko kiedy? Skąd na to siły czasu?
Czy ktoś w ogóle pomyślał o tym, że jestem jako jedyna sama na swojej zmianie? Przeglądam oferty ale tam tylko dla facetów i laluni z długimi nogami i ekstra wykształceniem na stanowiska zastępców prezesa. Mam zmienić płeć? Z miłą chęcią, byle tylko mieć z czego żyć!
19 lutego kończy mi się okres próbny. Czy mi przedłużą umowę nie wiem. Wcześniej bym się ucieszyła ale od dwóch tygodni była by to dla mnie katastrofa. Jak kolejny wbity gwóźdź. Nawet czasu człowiek nie ma by pojeździć po miastach w poszukiwaniu pracy.
Nie wiem jak to dziś będzie. Czy wyjdę po prostu z firmy, gdy będę miała tego dość, czy padnę bądź dostanę ataku. Nie wiem. Chciała bym tylko dostać przypływu energii fizycznego jak i psychicznego. Nawet nie mam teraz z kim porozmawiać w pracy tak o dupie maryni. Zmiana, z którą pracowałam z którą byłam zżyta została ode mnie oddzielona a ostało mi się pracować z dziwnymi fałszywymi osobnikami.
Kończę zanudzać Was swoim beznadziejnym żywotem. Czas wyruszyć na stracenie. Miłego dnia Wam życzę.
11.02.2009 o godz. 11:30

Sezon się jeszcze nie zaczął a już tyle wypadków na moto :/ Oby na tym się skończyło.
Piękna pogoda słoneczko, motorki i ich mruczenie słyszane zza okna..mmm....aż mnie skręcało ;p Cóż muszę jeszcze trochę poczekać by z kimś pośmigać ;)
Dzień minął zbyt szybko, sprzątanie, porządki w szafach. zdało by się nieco wymienić starsze ciuszki na nowe ;p Pod warunkiem, że będę miała dalej pracę. Dzwonił do mnie kolega z biura że nocki są odwołane (miałam mieć akurat trzecią zmianę od poniedziałku) tylko miał oddzwonić na którą zmianę mam wpaść i niestety nie oddzwonił i nie mam pojęcia jak iść :/ Jak jutro nie zadzwonią i z rana w poniedziałek to pójdę na nockę, bo co mi zostało. Umowę mam do 19 lutego i ie wiem czy mi przedłużą w tej firmie jest wszystko możliwe :(
Poprztykałam się z moim o "przyjaciela" bo nie rozumie czemu jestem nań wściekła, ze się nie odzywa jak kiedyś, teraz potrafi milczeć kilka dni.
Ja potrafiłam poświęcić czas i na związek i na przyjaźń nawet kosztem tego pierwszego i nie milczałam ani razu. Ale może dziwna jestem. Może czas zacząć zmniejszyć poświęcanie się dla innych skoro nic się nie otrzymuje w zamian? Zawsze znalazłam czas dla znajomych jak mieli problemy, wysłuchałam doradziłam pomogłam, teraz jak jest im dobrze to mają mnie gdzieś, choć widzą, że coś ze mną nie halo, że coś mnie trapi.
Tak jak nauczyłam się korzystać z życia nie patrząc tylko na mój związek, bo za bardzo nim żyłam tak i teraz muszę nauczyć się liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Zawsze byłam uzależniona od rady i pomocy innych, teraz czas najwyższy to zmienić. Mam już kilka planów, ale zależeć będzie od tego czy nadal będę miała pracę. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to moje życie zmieni się radykalnie :) Na lepsze oczywiście ;p Musze tylko nabierać coraz więcej chęci, wytrwałości i upartości bo losowi trzeba czasem pomagać ;)
07.02.2009 o godz. 20:24

Bez sensu to wszystko. Pomogłam przyjacielowi jak to powiedział? Hmm... otworzyć się na świat na kobiety, zmienić nieco jego styl a wszystko było z myślą o tym, by poznał jakąś fajną dziewczynę. Przez ponad pół roku nie było poprawy, sam już był zrezygnowany. Miałam go dla siebie, przyjaciela z którym można było konie kraść. W weekendy się nie nudziłam. Nagle teraz pojawiła się ona, jego przyszła dziewczyna. Ucieszyło mnie to, bo on zasługuje na szczęście. Jednak nie powiedział mi od razu, ze kogoś poznał. Dowiedziałam się jako ostatnia. To mną wstrząsnęło, bo poczułam się jak śmieć. Zdradzona przez własnego przyjaciela, który powinien najpierw ze mną podzielić się taką wiadomością. Wiedział, ze przeczuwałam, ze coś jest nie halo, że czułam, że możliwe że kogoś ma i wiem że gdybym go nie przycisnęła do muru nie powiedział by mi tego jeszcze przez dłuższy czas. Okazało się że bał mi się powiedzieć. Tylko dlaczego? Aż taka zła jestem? Czuję do niego żal i wściekłość. Wiem, że nie chciał by tak wyszło, ale stało się. Życzę mu jak najlepiej. Jednak to już nie będzie to samo. Nie wiem, czy potrafię mu jeszcze zaufać tak jak wcześniej. Stał mi się obcy. Zawsze mi o wszystkim mówił, byliśmy jak rodzeństwo. Rozumieliśmy się bez słów. Teraz się to zmieni radykalnie i przyjaźń zapewne się rozleci. Wiem, że on to przeczyta, wie, że jestem szczera do bólu. Co mam śmiać się i radować z tego powodu? Dla jego dobra tak cieszę się strasznie, jednak patrząc na naszą przyjaźń czuję złość i smutek.
Teraz to już całkiem zdziczeję. Wszyscy moi znajomi mają partnerów i im bardzo dużo czasu poświęcają. Co oczywiście odbija się na kontaktach z innymi, z braku czasu. Ja mam P i wiem, że nie będę każdego weekendu z nim spędzać, będą rzadkie spotkania tak jak było kiedyś. I patrząc jak inni widują się codziennie prawie jak spędzają każdy weekend ze sobą robi mi się przykro, bo też chcę się z nimi spotkać. Chcę się pośmiać powygłupiać jak to bywa w grupie znajomych. Zostałam sama jak palec. Mam dużo czasu wolnego i co z tego? Mam go sama spędzać? Sama ze sobą chodzić do pubu, na zakupy, spacery? Jest mi przykro z tego powodu, bo wiem jak odbije się to na moje psychice. Zamknę się w sobie i będę unikała kontaktu z ludźmi.
Kochanie wracaj już z tego Londynu bo całkiem zwariuję!!!!! :(
Z tak wyśmienitego humoru jaki miałam parę godzin temu popadłam w melancholię...

Kolorowych snów moi mili
06.02.2009 o godz. 22:05

Dziś dopadła mnie deprecha. Patrzę w lustro i aż mnie mdli. Czuję pustkę w środku i doskwiera mi samotność. Z Piterem jak zwykle się o to pokłóciłam. nie próbuje mnie zrozumieć tylko zacznie po mnie jeździć i powtarzać, że jestem dziecinna. Może i tak, ale czy to złe, że potrzebuję ciepła, bliskości, komplementów i poczucia, że jest się potrzebnym? Mam podły nastrój a gwóźdź dobiło to, iż w ciągu nowego roku rozwaliło mi się 6 par butów w tym jedne nowe :/ W reszcie przechodziłam minimum pół roku dwie pary miałam ponad rok i nagle w ciągu miesiąca wszystkie szlag trafił. Czy to nie paranoja? Zostało mi albo wyciągnięcie letniego odkrytego obuwia albo kozaki na obcasie albo tak jak śmigam do pracy w stal kapach,bo nie chciałam niszczyć nowych i szpilek, a i tak te pierwsze szlag trafił :/
Siedzę sama w domu i nawet nie mam z kim porozmawiać choćby na gg, bo każdy zajęty jest sobą. Może to i lepiej bo jeszcze innym udzieliłby się mój humor albo bym tylko wkurwiała ludzi swoimi zmartwieniami. Łzy same zaczęły spływać po policzkach nawet nie wiem kiedy. Mam ochotę krzyczeć na całe gardło, ale wiem, że i tak mnie nikt nie usłyszy. Sama samiuteńka jak palec ze swoimi zmartwieniami. Nawet upić się sama nie potrafię, bo alkohol mi w samotności nie smakuje :(
I wena także się straciła...
może dokończę później...
Tagi: deprecha
04.02.2009 o godz. 19:04